sobota, 28 marca 2015

Prolog

Witajcie :) Zapraszam na Prolog mojej historii - ,,Od Początku do Końca". Teraz skupiam się na Pierwszych Głodowych Igrzyskach. Zapraszam do lektury.
Prim :*

***


Niech to się wreszcie skończy! Co my tutaj robimy? Dlaczego nie jestem w Trzynastce? Gdzie ja właściwie jestem?
 Pastelowo wybrukowane ulice lśnią w czerwcowym słońcu. Patrzę na niebo, i po pozycji lśniącej gwiazdy orientuję się, że jest około południa. O dziwo, domy sprawiają wrażenie uśpionych. W dystryktach już od dawna trwa robota. Nic nie pamiętam, prócz ognia. Ogień – trawi nieprzerwanie moje wspomnienia. Wyglądam przez okno poduszkowca, zastanawiając się, co to za dystrykt. Może Dwójka? Przecież od zawsze w szkole uczono nas o tamtejszych kamieniołomach. Może wykopują też  różowe i pomarańczowe płytki? Kto wie, jakie tam panują zwyczaje. Nie, to nie Dwójka. Ze szkoły wyniosłam tyle, co nic, ale wiem, że Dwójka składa się z rozproszonych górskich wiosek. Tu mamy wielkie, jednolite miasto, lśniące oślepiającymi ulicami. Po raz pierwszy patrzę na moich towarzyszy. Jakiś człowiek ubrany w biały mundur. Nieznana starsza pani, którą kojarzyłam w Trzynastce po niezwykle wojowniczym usposobieniu. I chłopak, niebieskooki blondyn o smukłej budowie ciała. Wszyscy tępo wpatrują się w przestrzeń, nikt nie rozumie, co się dzieje. Nerwowo sprawdzam, czy dopięłam pasy, jakbym spodziewała się upadku.
- Lizzy… - zaczyna Starsza pani, a ja momentalnie odwracam na nią wzrok. – Lizzy i Mikey – powtarza.
- Słuchamy – odpowiada Mikey, również patrząc na kobietę.
- Zapewne nie wiecie, po co tu jesteśmy. Tu, w Kapitolu.
 W Kapitolu. Słyszałam wiele o tym mieście, w szkołach rozgłaszano je jako stolicę Panem.  Już wiem, skąd dziwne chodniki. Żaden normalny dystrykt nie marnowałby czasu i pieniędzy na farbowanie kawałka głazu. Tylko kapitolińczycy mogliby zrobić coś tak bzdurnego. Z ciekawością wyglądam przez okienko.
- Przegraliśmy – ciągnie kobieta. Ale co? Walczyliśmy? Graliśmy? To bez sensu. Chcę wracać do Trzynastki. – Trzynasty Dystrykt został zniszczony. – Spoglądam na Mikey’a. Jego oczy, pewnie jak moje, przypominają spodki do filiżanek.  Usta rozchylił tak szeroko, że bez problemu zmieściłaby się tam ludzka pięść, na przykład moja. Kobieta patrzy na nas ze spokojem. Chwytam szklankę wody i pociągam solidny łyk. Czekam na wyjaśnienia. Mikey robi to samo.
***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz